Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku ! :)


Noc wyrwana z życia. Ale było cuuuudownie!
Dla tych, którzy nie wiedzą - wczoraj był Sylwester Juliański.
Byłam na białoruskiej imprezie i dawno tak dobrze się nie bawiłam :) Chociaż dzisiaj głowa pęka i kacyk nie mały, to warto było :)



Usiaho dobraha u Nowym Hodzie!



wyzwanie (zaległy, wczorajszy dzień)
dzień 3. Zdjęcie, które mnie inspiruje
- wyzwanie jest dla osób odchudzających się, więc zapewne chodzi o zdjęcie, które inspiruje mnie do zmian i walki o piękne ciało. A więc inspirują mnie wszystkie zdjęcia z cyklu "przed i po". Wybrałam dziś jedno z nich. Może Was też zainspiruje :)


sobota, 12 stycznia 2013

O marnowaniu czasu, o braku ćwiczeń i o diecie.

Witam. 

Dzień drugi diety i dzień setny marnowania czasu. 
Od czego zacząć? Skoro to blog o odchudzaniu, to zacznę od diety. Wczoraj wspomniałam tylko, że zamierzam Mniej Żreć. Ale co to znaczy mniej? Nie liczę kalorii, nienawidzę tego robić i chyba nie umiem. Jem "na czuja". MYŚLĘ, że dziennie to nie wychodzi więcej niż 1200-1400kcal. Poza tym jem dużo białka. Podstawę każdego mojego posiłku stanowią białka. Dlaczego? To taka naleciałość z diety Dukana. Kiedyś, kiedyś udało mi się całkiem sporo na niej schudnąć, ale jest ona zdecydowanie zbyt monotonna. Dlatego urozmaicam ją warzywami, owocami, ciemnym pieczywkiem od czasu do czasu. Staram się nie jeść słodyczy, fast foodów i nie pić alko i garowanego. No i tak to wygląda. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy wkrótce :)
A co z aktywnością fizyczną? Przyznam się Wam. JESTEM LENIEM. Ciężko mi się ruszyć, zebrać w sobie i po prostu zacząć działać. Poza tym nie odnalazłam jeszcze swojej dyscypliny sportu. Wszystko mi się w końcu nudzi. Tak było z basenem. Fajnie, fajnie sobie popływać, ALE spakować torbę, jechać, przebierać się, później suszyć włosy, znów się przebierać i znów jechać i jeszcze rozpakować torbę - to już nie fajnie. Tak samo było z zumbą. Nie, przepraszam, było jeszcze gorzej, bo miałam stałe godziny zumbowania i nie dość że musiałam tam dojechać, to jeszcze musiałam dojechać na czas! A rower? Mam rower stacjonarny. Ale boli mnie od niego tyłek. Owszem wytrzymam z 20 min, ale co mi z 20 minut? Mam też stepper, ale jest chyba jakiś wadliwy. Po 5 minutach ćwiczeń pedały się luzują i latają same - w górę i w dół. Także widzicie sami, ciężko u mnie z ćwiczeniami. Szukam wymówek? Być może, ale uwierzcie, że chciałaby znaleźć coś co będzie mi sprawiać przyjemność, coś co po prostu będzie mnie przyciągać do siebie :)


Teraz o marnowaniu czasu. 
Moi drodzy, sesja się zbliża wielkimi krokami. A co ja robię zamiast się uczyć? Oglądam wszystkie programy TV, sprzątam, przerabiam ciuchy, chodzę na zakupy, otwieram bloga, piszę, odwiedzam milion moich ulubionych blogów, spędzam pół dnia na fb. Nagle patrzę na zegarek - jest godzina 22 - nie czas już na książki i na naukę. Siedzę jeszcze z godzinkę przed kompem, idę się kąpać i spać. Tak wygląda mój dzień. I tak od 2 tygodni, bo mam wolne. To straszne i nie umiem sobie z tym poradzić. Czy to leń? Czy to brak silnej woli/ samozaparcia? Czy to wszystko na raz? Może dziś się uda. Oby. 


















Chciałabym, żeby to było moje zdjęcie.
wyzwanie
Dzień 2. Cel
- mój cel wagowy to chyba 55-60kg. Ale okaże się w trakcie. Teraz nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak będę wyglądać przy takiej wadze. 
- cel drugi - także niejako związany z wagą, to akceptować siebie. Kochać swoje ciało.  

piątek, 11 stycznia 2013

Podejmujmę wyzwanie :)




















Podejmuję 50-dniowe wyzwanie :) Nie wiem czy pomoże mi to w jakikolwiek sposób w podejściu do odchudzania i do samej siebie. Ale wiem jedno - dzięki temu wyzwaniu Wy będziecie mieć możliwość bliższego poznania mojej osoby :) Zapraszam do śledzenia i do pojęcia wyzwania razem ze mną :)


Dzień 1. Wzrost i waga.
- 83,5 kg (mimo strachu, musiałam w końcu stanąć na wagę ;)
- 163 cm.

Pierwszy.

Witam


Dlaczego postanowiłam założyć bloga?
- od zawsze chciałam to zrobić. Obserwuję milion blogów - modowych, kulinarnych, diy, i tych najważniejszych dla mnie - "odchudzających" ;) Zawsze brakowało mi czasu i jakoś nie mogłam się zebrać, żeby w końcu założyć bloga, bo to chyba najtrudniejszy krok (przynajmniej tak mi się wydaje). Później zostaje już tylko pisanie i publikowanie. Dziś znalazłam chwilę, żeby zrobić ten pierwszy krok, co wcale nie znaczy, że mam jakiś nadmiar czasu. Wręcz przeciwnie. Za 2 tygodnie sesja, a ja zamiast się uczyć, robię wszystko inne. Rozumiecie mnie, prawda? ;)

Powiem Wam coś o sobie.
- no wypada się przedstawić. Bo nie wiem jak Wy, ale ja, odwiedzając czyjegoś bloga lubię wiedzieć kim jest autor. Często wiele się dowiadujemy czytając kolejne posty, ale skoro to jest mój pierwszy post, Wy nie macie takiej możliwości. A więc - mam na imię Paula. Mam 21 lat, jestem studentką III roku jednego z kierunków medycznych. Interesuję się modą, w wolnych chwilach przerabiam ciuchy, robię swoje własne dodatki, może kiedyś Wam się nimi pochwalę ;) Poza tym uwielbiam gotować. Kuchnia to jedno z moich ulubionych pomieszczeń w domu :) Marzę o takiej z prawdziwego zdarzenia, z pięknymi meblami, profesjonalnym sprzętem, zmywarką(!) ;) (ale to kiedyś w przyszłości, w moim pięknym domku, teraz muszę zadowolić się moją maleńką, studencką kuchnią na stancji). 

O czym będzie blog i jak będzie wyglądał?
Od razu muszę uprzedzić, że nie mam zdolności literackich (czego bardzo żałuję). Będę więc pisać tak jak umiem, językiem prostym i mam nadzieję, że zrozumiałym :)
Blog będzie o mnie i o moim największym problemie egzystencjalnym. O  moim dążeniu do piękna. Nie tylko o dążeniu do niższej wagi (chociaż to mimo wszystko jest problemem nadrzędnym). Będę szukać też sposobów na piękniejszą skórę, paznokcie, włosy, sposobów na pozbycie się cellulitu. Mam nadzieję, że mi w tym pomożecie ? :)
I jak już wcześniej pisałam, może w międzyczasie będę się chwalić swoimi wytworami hand made ;)


O moim głównym problemie - OTYŁOŚCI
Moja waga waha się między 83 a 85kg, co przy wzroście 163cm daje BMI wyższe od 30. To moja najwyższa waga w życiu. I nie chcę już wyższej. Odchudzam się od chyba 1 klasy gimnazjum. Efekt? Rozwalony metabolizm, rozstępy, cellulit, zerowa motywacja, brak wiary i wsparcia ze strony najbliższych (bo niby jak mają we mnie wierzyć, skoro nigdy mi się nie udało), kompleksy, nienawiść do samej siebie, strach przed wejściem na wagę, wstyd. 
Teraz staram się po prostu mniej żreć (MŻ) i więcej się ruszać. Od dziś na poważnie. Mam nadzieję, że najdzie się chociaż jedna osoba, która to przeczyta i chociaż przez chwilę pomyśli "niech jej się uda".